**Veronica**
Tak wróciłam na ziemie, i co z tego? Przecież i tak mnie nikt nie poznaje. Każdy myśli że ja nie żyje, bo przecież to prawda. Czemu musiałam tak szybko umrzeć? Co za głupie rozmyślanie. Veronic ogarnij się już. Powtarzałam sobie w głowie.
Dla rodziny już nie żyję dla przyjaciół, znajomych wszystkich po prostu. Czy musiało to mnie właśnie spotkać?
Nie wiedzą o niczym, ja Veronica Hale nie żyje.
I jeszcze do tego mam jakiegoś chłopaka pilnować żeby zszedł na dobrą drogę i zostawił złą przeszłość za sobą.
Ta bo jestem do tego zdolna. Jak ja nic praktycznie o nim nie wiem. Jak wygląda, gdzie przebywa? no praktycznie nic. Jedyne co wiem to jak ma na imię - James Yammouni.
Jak go spotka to odczuję to na własnym ciele.
*** ***
Szłam ulicą, rozmyślając ile mi to zajmie, odnalezienie jego i w ogóle to wszystko. Patrzyłam się na wszystkich chłopaków, koło jakich przechodziłam. Niektórzy się uśmiechali do mnie a inni dziwnie się lampili.
Usiadłam w parku na ławce, rozglądając się do o koła. Siedziałam i myślałam o James'ie. Zaczęło kropić, założyłam kaptur na głowę i wstałam.
Szłam nie patrząc na ludzi, uciekających przed lekkim opadem. Wyszłam z parku i pokierowałam się w jakąś uliczkę. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam przed siebie. Do moich uszu dotarły mi czyjeś śmiechy. Jakiś mężczyzn. Obróciłam się na pięcie, i już chciałam iść gdzie indziej. Modliłam się żeby mnie nie zauważyli, lecz za późno.
-Ej a ty gdzie się wybierasz-krzyknął za mną jeden z nich
Zaczęłam biec a w głowie miałam najgorsze myśli. Schowałam się za jakimś kontenerem na śmieci. Słyszałam ich kroki i śmiechy.
-Wiemy że gdzieś tu jesteś. Pokaż się nie zrobimy ci krzywdy- powiedział jeden z nich
Zaczęłam szybciej oddychać.
-Słyszymy jak oddychasz, nie bój się nas-zbliżali się
Cofnęłam się bardziej pod ścianę i skuliłam się bardziej w kącie. Kroki były już bardziej wyraźne, już po mnie pomyślałam.
-Tu jesteś skarbie-podszedł do mnie jeden z nich i uklęknął prze de mną. I przyglądał się mi. Jego, ręka zjechała na moje biodro. Zepchnęłam ją i wykrzyczałam mu prosto w twarz.
-Nie dotykaj mnie!
Odpowiedzieli mi tylko śmiechem
- Nie wydzieraj się tak bo nie będę taki miły dla ciebie-powiedział przez zęby
-Weź się odwal ode mnie zboczeńcu jebany- buzowała we mnie adrenalina, mimo że się też bałam tych typków
-O jaka pyskata, nie lubię takich panienek-odpowiedział mi i pociągnął mnie w górę tak że stałam teraz pionowo.
Ręce trzymał nad moją głową. Ten drugi patrzyła się na nas i głupkowato się do mnie uśmiechał.
Robiło mi się nie dobrze jak na niego patrzałam. Szarpałam się żeby puścił moje ręce. Nic z tego, przysunął się do mnie bliżej i zaczął całować mnie po szyi.
-Zostaw mnie-krzyczałam i szarpałam się
Nie zdążył nic powiedzieć, bo usłyszeliśmy strzał pistoletu. Mój napastnik obrócił się gwałtownie i zobaczył jak jego kolega leży w kałuży krwi. Zaczął się gwałtownie rozglądać.
Zza ściany wyszedł chłopak w kapturze, mało było widać jego twarz. W ręce miał broń, więc byłam świadoma że to on go zastrzelił. Moje ręce zostały puszczone, osunęłam się na ziemię i patrzyłam się na chłopaka w kapturze. Jego wzrok na chwilę spoczął na mojej osobie. Podszedł do nas powolnym krokiem
-Czego tu chcesz James?-syknął do chłopaka mój
napastnik.
W mojej głowie wszystkie myśli skupiły się na imieniu James.
Czy to możliwe że to on był tym James'em? Ściągnął kaptur z głowy, kilka ciemnych kosmyków opadło mu na czoło.
-Chyba zapomniałeś Evan'ie że to mój teren. Ruchać co popadnie możesz gdzie indziej- powiedział spokojnym głosem
-Mogę robić co chcę i gdzie chcę. A ty gówno możesz mi zrobić-powiedział przekonany swoich słów
-Zaskoczę cię Detroit jest podzielone, a ty jesteś na moim terenie i musisz stąd wypierdalać albo będziesz gryźć piach-wzruszył ramionami
Evan spojrzał na mnie po tę na niego, w końcu pociągnął mnie za rękę i znowu stałam. Brakowało mi sił.
-Ona zostaje-odezwał się ponownie
-No chyba cię pojebało, ona idzie ze mną-wykrzyczał
-No nie wydaje mi się-ciągnął dalej był taki spokojny
Zaczęłam wyrywać się jemu ponownie. Nie miałam już tyle siły co wcześniej. On zaciskał mocniej swoją dłoń. W końcu rzucił mnie o ścianę jak jakąś marionetką. Opadłam z sił. Oczy już powoli się mi zamykałay jedyne co usłyszałam to strzał i kroki.
szybka akcja sie już zaczęł <3 rozdział super i czekam na next
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy <3 czekam na next <3
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo ciekawy czekam na next
OdpowiedzUsuń