wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 1

               **Veronica**


   Tak wróciłam na ziemie, i co z tego? Przecież i tak mnie nikt nie poznaje. Każdy myśli że ja nie żyje, bo przecież to prawda.  Czemu musiałam tak szybko umrzeć? Co za głupie rozmyślanie. Veronic ogarnij się już. Powtarzałam sobie w głowie. 
   Dla rodziny już nie  żyję dla przyjaciół, znajomych wszystkich po prostu. Czy musiało to mnie właśnie spotkać?
Nie wiedzą o niczym, ja Veronica Hale nie żyje. 
I jeszcze do tego mam jakiegoś chłopaka pilnować żeby zszedł na dobrą drogę i zostawił złą przeszłość za sobą.
Ta bo jestem do tego zdolna.  Jak ja nic praktycznie o nim nie wiem. Jak wygląda, gdzie przebywa? no praktycznie nic. Jedyne co wiem to jak ma na imię - James Yammouni.
Jak go spotka to odczuję to na własnym ciele. 
                                   
                                        *** ***

Szłam ulicą, rozmyślając ile mi to zajmie, odnalezienie jego i w ogóle to wszystko. Patrzyłam się na wszystkich chłopaków, koło jakich przechodziłam. Niektórzy się uśmiechali do mnie a inni dziwnie się lampili. 
Usiadłam w parku na ławce, rozglądając się do o koła. Siedziałam i myślałam o James'ie. Zaczęło kropić, założyłam kaptur na głowę i wstałam. 
Szłam nie patrząc na ludzi, uciekających przed lekkim opadem. Wyszłam z parku i pokierowałam się w jakąś uliczkę. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam przed siebie. Do moich uszu dotarły mi czyjeś śmiechy. Jakiś mężczyzn. Obróciłam się na pięcie, i już chciałam iść gdzie indziej. Modliłam się żeby mnie nie zauważyli, lecz za późno.
     -Ej a ty gdzie się wybierasz-krzyknął za mną jeden z nich

Zaczęłam biec a w głowie miałam najgorsze myśli. Schowałam się za jakimś kontenerem na śmieci. Słyszałam ich kroki i śmiechy. 
    -Wiemy że gdzieś tu jesteś. Pokaż się nie zrobimy ci krzywdy- powiedział jeden z nich
Zaczęłam szybciej oddychać.
    -Słyszymy jak oddychasz, nie bój się nas-zbliżali  się

Cofnęłam się bardziej pod ścianę i skuliłam się bardziej w kącie. Kroki były już bardziej wyraźne, już po mnie pomyślałam. 
    -Tu jesteś skarbie-podszedł do mnie jeden z nich i uklęknął prze de mną. I przyglądał się mi. Jego, ręka zjechała na moje biodro. Zepchnęłam ją i wykrzyczałam mu prosto w twarz.
    -Nie dotykaj mnie!
Odpowiedzieli mi tylko śmiechem
   - Nie wydzieraj się tak bo nie będę taki miły dla ciebie-powiedział przez zęby
   -Weź się odwal ode mnie zboczeńcu jebany- buzowała we mnie adrenalina, mimo że się też bałam tych typków
   -O jaka pyskata, nie lubię takich panienek-odpowiedział mi i pociągnął mnie w górę tak że stałam teraz pionowo. 
Ręce trzymał nad moją głową. Ten drugi patrzyła się na nas i głupkowato się do mnie uśmiechał. 
Robiło mi się nie dobrze jak na niego patrzałam. Szarpałam się żeby puścił moje ręce. Nic z tego, przysunął się do mnie bliżej i zaczął całować  mnie po szyi. 
    -Zostaw mnie-krzyczałam i szarpałam się 

Nie zdążył nic powiedzieć, bo usłyszeliśmy strzał pistoletu. Mój napastnik obrócił się gwałtownie i zobaczył jak jego kolega leży w kałuży krwi. Zaczął się gwałtownie rozglądać.
Zza ściany wyszedł chłopak w kapturze, mało było widać jego twarz. W ręce miał broń, więc byłam świadoma że to on go zastrzelił. Moje ręce zostały puszczone, osunęłam się na ziemię i patrzyłam się na chłopaka w kapturze. Jego wzrok na chwilę spoczął na mojej osobie.  Podszedł do nas powolnym krokiem
    -Czego tu chcesz James?-syknął do chłopaka mój 
napastnik. 
W mojej głowie wszystkie myśli skupiły się na imieniu James.
Czy to możliwe że to on był tym James'em? Ściągnął kaptur z głowy, kilka ciemnych kosmyków opadło mu na czoło.

    -Chyba zapomniałeś Evan'ie że to mój teren. Ruchać co popadnie możesz gdzie indziej- powiedział spokojnym głosem 
    -Mogę robić co chcę i gdzie chcę. A ty gówno możesz mi zrobić-powiedział przekonany swoich słów
   -Zaskoczę cię Detroit jest podzielone, a ty jesteś na moim terenie i musisz stąd wypierdalać albo będziesz gryźć piach-wzruszył ramionami 

Evan spojrzał na mnie po tę  na niego, w końcu pociągnął mnie za rękę i znowu stałam. Brakowało mi sił.
     -Ona zostaje-odezwał się ponownie 
     -No chyba cię pojebało, ona idzie ze mną-wykrzyczał
     -No nie wydaje mi się-ciągnął dalej był taki spokojny 
Zaczęłam wyrywać się jemu ponownie. Nie miałam już tyle siły co wcześniej. On zaciskał mocniej swoją dłoń. W końcu rzucił mnie o ścianę jak jakąś marionetką. Opadłam z sił. Oczy już powoli się mi zamykałay jedyne co usłyszałam to strzał i kroki.


   


    


3 komentarze:

  1. szybka akcja sie już zaczęł <3 rozdział super i czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy <3 czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bardzo ciekawy czekam na next

    OdpowiedzUsuń